Trafiłam na
Twojego bloga (wtedy jeszcze Majtrejkowa) przypadkiem, szukając czegoś w
Google. Weszłam na chwilę, zostałam na zawsze.
Poczułam
bliskość z Tobą już od pierwszych przeczytanych tu słów - to chyba te nasze
podobne dusze, sposób odczuwania…
Nie znałyśmy
się osobiście, ale odnosiłam wrażenie, że jesteś mi bliższa niż niejeden
człowiek znany w ten sposób. Może dlatego, że czasami łatwiej pisać/czytać niż
rozmawiać. Tym bardziej o odczuciach, a na nie nastawiony był głównie Twój blog
– zwany przecież „Domem Twoich myśli”.
Dawałaś
czytelnikowi dużą dawkę refleksji, spokoju, tak bardzo potrzebną w dzisiejszych
czasach. Skłaniałaś do namysłu, zatrzymania się i zastanowienia nad swoim
życiem i sobą samym. Dzięki Tobie chciało się być lepszym człowiekiem, choć na
chwilę.
Okraszałaś
to poczuciem humoru i pięknym stylem pisania.
Goszcząc na
Twoim blogu, obcowałam ze smakiem i estetyką - szaty graficznej bloga, kolorystyki
(Twoim ukochanym bordo, tak ładnie się tu komponującym) i oczywiście słowa
pisanego. Czułam się tu dobrze i ciepło, bardzo lubiłam bywać. Stworzyłaś
swoisty, prawdziwy dom dla czytelnika. Zaparzałam kawę lub herbatę by umilić
ten czas i oddawałam się lekturze nowego wpisu, tak bardzo zawsze
wyczekiwanego.
Będzie mi
ogromnie brakowało tego rytuału.
Jest tyle rzeczy które będą mi się z
Tobą już zawsze kojarzyć: bordo, koty, świąteczne pierniki (i stara, prawdziwa
stolnica, praktycznie niespotykana już dziś u nikogo), goździki, konwalie -
Twoje ulubione kwiaty, kawa lavazza, kamienice z ich wysokimi stropami (w
której mieszkałaś). To tylko niektóre moje prywatne skojarzenia z Tobą,
wyniesione z bloga. Dla osób znających Cię osobiście z pewnością jest ich dużo
więcej.
Nie znałam Twojego głosu, spojrzenia w
rozmowie, sposobu bycia, mówienia, gestykulacji. Czego żałuję, bo obraz Twojej
osoby byłby dla mnie pełniejszy.
Dałaś mi, czytelnikowi, jednak słowo -
płynące z wnętrza, a to najważniejsze.
Byłaś taka inna, niedzisiejsza, o starej
duszy. Odnosiłam wrażenie, że dużo łatwiej byłoby Ci żyć w innych, dawnych
czasach. Pełna dobroci, klasy, zasad i wartości moralnych.
Humanistka z krwi i kości.
Do końca wierna sobie…Wolałaś iść pod
prąd, czekać na najlepsze, żyć jakbyś chciała i pragnęłaś, niż zadowolić się
czymś by tylko było. Na Ziemi tak trudno o to, o czym marzymy. Dlatego wierzę,
mimo ogromnego bólu, żalu i niezrozumienia, że Twoje przejście na drugą stronę,
miało swój głębszy sens.
Być może jesteś już teraz naprawdę
szczęśliwa.
Czuwaj nad nami. Dziękuję Ci, że byłaś.
Że pisałaś ten wirtualny pamiętnik, dzieląc się swoim życiem i swoją osobą.
Pewnie nawet nie zdawałaś sobie do końca sprawy jak wiele dawałaś czytelnikom.
Dziękujemy Ela:*
Będzie mi Cię ogromnie brakowało.
Karolina