Zupełnie inaczej jest, jeżeli masz kogoś, kto cię kocha. To ci daje setkę powodów, aby żyć.
— Jonathan Carroll, Na pastwę aniołów
Potrafię żyć bez miłości. Potrafię być bez niej szczęśliwa, spokojna i czuć się spełniona. Potrafię wypełnić sobie czas i dni nie tracąc nic z radości życia. Mimo tego moja samotność nie jest ani naturalnym ani łatwym stanem. Między byciem z kimś a byciem samemu jest spora różnica. To właśnie ona stanowi o tym, że życie we dwoje jest inne. Nie powiedziałabym, że lepsze, ale właśnie inne, bo miłość ma to do siebie, że jest trudna mimo całej swojej magii i cudowności. Kochając mnoży nam się szczęście, radość i siła, ale także problemy. Są już nie tylko te nasze ale też i te drugiej strony, które stają się też naszymi. Wszystko staje się wspólne cały dobrobyt inwentarza z jasnymi i ciemnymi stronami. Miłość wcale nie jest lżejsza do udźwignięcia od samotności. A jednak życie bez niej generuje w ważnej części nas poczucie pustki. Początkowo daje ona wrażenie wolności i lekkości jednak z czasem zaczyna nabierać wagi i wiać chłodem otchłani. Samotność jest dobra na krótszy lub dłuższy czas leczenia ran, podnoszenia się po porażce minionego uczucia i definiowania siebie na nowo. Pomaga zrozumieć wiele i na wiele otwiera oczy. Wychodzimy z niej mądrzejsi. Jeśli wychodzimy. Jeśli nie z czasem coraz wyraźniej widzimy czego nas pozbawia. W takim czasie w jakim jestem teraz kiedy każdy kolejny dzień jest trudny szczególnie czuję brak wsparcia tej drugiej osoby, żywej części mnie. Oboje chodzimy sobie po świecie siebie nieświadomi. Kiedy tymczasem mnie ubywa z każdym dniem więcej. Kiedy co rano coraz trudniej mi znaleźć taki powód by wstać, który by do mnie naprawdę przemawiał. Kiedy moja praca przestaje cieszyć. Kiedy coraz więcej rzeczy staje się dla mnie zbyt trudne do przyjęcia. Kiedy wraca do mnie najgorsze z możliwych poczucie bezsilności. Kiedy zaczynam myśleć czarnymi barwami. On jest daleko. I nie ma we mnie tej szczególnej siły, którą tylko On mógłby mi dać bym mogła przetrwać ten czas. Nie mam setki powodów by żyć. W ich miejsce mam za to setkę powodów odbierających mi chęć do życia. Coraz trudniej jest mi być dzielną i stawiać czoła życiu. Coraz trudniej mi wierzyć. Coraz rzadziej wygrywam. Coraz częściej mam wrażenie, że tylko cud mógłby mnie uratować.
zawsze
musi być ktoś
najważniejszy
jedyny
bez którego życie
traci sens
do którego
powraca się ciągle
nawet z najdalszych
zakątków ziemi
do którego wraca się
jak do dzieciństwa
żeby odzyskać nadzieję
i wierzyć
nawet w niemożliwe
bez którego pogoda
staje się niepogodą
a radość
umiera przed czasem
musi być człowiek
ważny jak alfabet
bez którego wszystko
staje się niezrozumiałe
i ponad siły
który pomaga iść
w nieznane
który przynosi szczęście