Raz ... raz ... próba hasła. No, jeszcze nie zapomniałam namiarów i klucza do domu Eris.
Mam już pierwsze wiadomości i na razie wszystko w porządku. Eris leży na sali 3-osobowej i ma takie miłe towarzystwo, że nie ma czasu czytać książek, które sobie zabrała a spać poszła wczoraj o 1.00 w nocy tak z koleżankami trajkotała.
Na razie czeka na szczegółowe badania i decyzję kiedy zacznie naświetlania. Wczoraj zrobili jej coś w rodzaju gipsowego odlewu całego ciała do radioterapii i tomografię a w najbliższych dniach ma mieć badanie o nazwie PET (śmieszna nazwa po śląsku to oznacza resztkę wypalonego papierosa) w którym to wpuszczą jej do krwioobiegu jakąś mieszankę izotopu i jak rozejdzie się po organizmie to podobno te miejsca, które są chore powinny świecić-promieniować. Lepiej żeby jej się nic nie zaświeciło ...
Cieszę się, że Eris załapała się na tą radioterapię i szpital z początkiem roku bo za kilka miesięcy zacznie brakować limitów i już by jej połowy badań nie zrobili.
Niestety są też minusy tego szpitalnego polegiwania, ponieważ faktycznie w szpitalu jest na razie zakaz odwiedzin bo panuje grypa i podobno mają tam nawet jeden przypadek świńskiej. To powoduje również brak zgody na urlopowanie do domu na weekendy więc póki co pozostaje telefon, koleżanki z pokoju i krzyżówki z lekturą książki.
Ubawiłam się bo Eris jadła dziś ruskie pierogi i mówi, że coś ją po nich gniecie żołądek a przecież już go nie ma. Więc śmiałyśmy się, że ludzie po amputacji kończyn mają bóle fantomowe tych części ciała których już nie posiadają a Eris ma coś podobnego jeśli chodzi o żołądek.
Wszystkich pozdrawia i niczym się na razie nie martwi ...
POLLY